Znowu nie było mnie kilka dni....przyczyna? - szpital.
...nie mój...tylko tego małego gostka ze zdjęcia w poprzednim poście.
Wszystko jest już dobrze :))) ....ale się działo..działo...
Staram się aby moje życie wróciło do normy :)...ale nie jest to takie proste co chwilę coś się dzieje...
Mam nadzieję, że powrócę do codziennego blogowania - taki mam plan!!! ( ciekawe czy wypali? )
Dzisiaj jeszcze pokarzę wam kolejny z moich haftowanych obrazów abyście o mnie nie zapomnieli ale w najbliższych dniach będą już karteczki...i nie tylko, bo głowa puchnie mi od pomysłów, i muszę je zrealizować.Wprawdzie będę musiała to pogodzić z opieką nad wnusiem,...ale nie takim rzeczom się dawało radę...więc to będzie moje największe wyzwanie, a wy ocenicie czy mu podołałam :)))))
Chciałam wam jeszcze pokazać naaaaajtrudniejszą sesję zdjęciową świata, czyli jak zrobić zdjęcie trzem na raz rozbrykanym szczeniakom shih tzu :))
A wyglądało to tak :
Próbowaliśmy je przytrzymać..... he,he..
A tu zabawialiśmy,żeby patrzyły na aparat..hm...to też nie wyszło...
Jak patrzyły dwa, to jeden chciał uciekać, albo się ruszał ...itd...itd..
W końcu się udało...jako, tako...ale lepiej nie dało rady :)))
Przedstawiam wam więc 8 - tygodniowych pogromców naszych dywanów i butów :))))))))))))
..to wcale nie jest śmieszne :(((.........:)))
Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają a najbardziej tym pozostawiającym po sobie ciepłe słowo :)))Miło jest wiedzieć, że pamiętacie o mnie:))
I przypominam o trwającym u mnie CANDY!
Zapisujcie się , bo ja naszykowałam fajną dokładkę, która wzbogaci nagrodę :)
Pozdrawiam...buziaki !!!!!